Nawet nie wiecie jak wspaniale
może smakować zimna woda… a może jednak wiecie? Jeśli spragnieni chodzicie po
mieście przez dwie godziny szukając miejsca do odpoczynku w prawie 40-to
stopniowym upale? To z pewnością wiecie, jak wspaniałe to uczucie móc ochłodzić
swoje gardło chodząc w piekielnie gorącym, południowym słońcu. Wodę dostałem w
pobliskim barze, ponieważ od dłuższego czasu nie mogłem natrafić na żaden sklep
spożywczy. Z nikłą znajomością języka włoskiego poprosiłem w barze sprzedawcę o
małą butelkę zimnej wody mineralnej, dokonując w ten sposób mojego pierwszego
zakupu w kraju. Mała ilość ludzi na ulicach oraz duża ilość pozamykanych o
godzinie trzynastej sklepów, to wynik panującej w tym regionie sjesty.
Takie wnioski wyciągnąłem podczas
błądzenia po położonym blisko adriatyckiego morza miasta Foggia w południowej
części Włoch, chyba najbrzydszej miejscowości w całych Włoszech, gdzie jedynym
słusznym drogowskazem mogą być szpecące budynki graffiti, ponieważ w
przeciwieństwie do ulic, te się czymś różnią. Pierwszego dnia pobytu na
praktykach w programie Erasmus na KPSW w Jeleniej Górze wyruszyłem w stronę
Uniwersiti of Foggia w celu rozeznania w terenie. Jak uprzedził mnie
oprowadzający kolega, bez zapamiętania znaków szczególnych, (czyli np. wspomnianych
graffiti) można się łatwo zgubić, ponieważ wszystkie budynki wyglądają względem
siebie tak samo.
Pomimo doskwierającego upału,
przechadzka po spokojnym, ogarniętym południową sjestą mieście Foggia była
warta, aby zapoznać się z architekturą miasta. Poruszając się z mapką wgraną na
telefonie, próbowałem po nazwach ulic trafić na swoją, jednakże, co jakiś czas
trafiałem na te same ulice tylko z różnej strony. Fakt faktem, że zapomniałem
się spytać kolegów podczas pierwszego dnia pobytu o nazwę naszej ulicy. Ale
kiedy już na nią trafiłem po chwili rozglądania się i tak nie znalazłem na
budynkach żadnej nazwy, przynajmniej nie znalazłem w żadnym widocznym miejscu.
Więc nadal nazywam ją „bliżej nieznaną ulicą w Foggi”.
Poszukując miejsca zamieszkania,
które opuściłem zaraz po przebudzeniu z kamiennego snu, wynikającego z
niewyspania po 29-cio godzinnej podróży autokarem, rozglądałem się za tanimi
sklepami i marketami. Na moje nieszczęście te ciekawsze sklepy były pozamykane
właśnie w czasie sjesty.
Po znalezieniu naszego
przytulnego gniazdka, udałem się na chwilkę do pobliskiego parku, aby jeszcze
trochę nacieszyć się widokiem słonecznego miasta i chowających się w każdym
możliwym cieniu ludzi. Następnie udałem się do swojego przytulnego chronionego
przed słońcem pokoju żeby niespodziewanie zapaść w sen, przesypiając najgorszy
upał. Widocznie mój organizm w ten sposób zamanifestował swoją potrzebę na
sjestę.
Niemniej przechadzka ta mnie czegoś mnie nauczyła. Aby
wychodząc na dłuższy spacer po mieście należy:
a) na betonowych ścieżkach koniecznie ubrać na stopy
coś cięższego niż klapki!
b) mieć coś pod ręką chłodnego do wypicia,
c) nie nosić na głowie czapki, gdyż głowa się bardziej nagrzewa :P
Na ochłodę gorącego dnia wybrałem się wieczorem do parku im. Karola Wojtyły, symbolicznego centrum miasta. Bardzo urokliwe i spokojne miejsce, pełne wyeksponowanej, egzotycznej roślinności.